Bóg

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Za czym tak gonisz, przyjacielu?

Po co ten pośpiech?

Zgubiłeś się, choć nawet o tym nie wiesz.

Wstajesz zmęczony; biegniesz do pracy; pracujesz ciężko i długo – za długo. Po pracy szybki prysznic, szybki obiad, szybkie zakupy, załatwiasz wszystkie bieżące sprawy na szybko (przecież nie weźmiesz wolnego od pracy – „hajsy się same nie zarobią, a nowe meble, tv, komputery, szmery-bajery i ogólnie pełno bezużytecznych rzeczy trzeba kupić”).

Przecież mi się należy, pracuje (i to ciężko) – to mi się należy.

Po wykonaniu tych wszystkich obowiązków, padasz na kanapę ze zmęczenia, włączasz TV i oglądasz wiadomości:

  • kryzys, będzie drożej, kredyty pójdą w górę itp..
  • nowe podatki/podwyżki starych podatków, akcyz, ble ble..
  • w sejmie szopka pełną parą, w sumie nie wiadomo o co, po co.

Przechodzi myśl: „super, będę pracował jeszcze dłużej, więcej a na wiejskiej się bawią pełną parą za nasze.”

Patrzysz na swoje dzieci i nie możesz uwierzyć, że są już tak duże. „Kiedy to się stało?”.

Masz wrażenie, że przeniosłeś się w czasie. Ale tak na prawdę, to siedziałeś całymi dniami w pracy, żeby zarobić „na chleb”, ciuchy, nowszy samochód, nowszy komputer, zabawki dla dzieci – ” podnieść standard życia”…

Dziecko w tym czasie hoduje się w szkole (napisałem „hoduje”, bo tak uważam. W dzisiejszych czasach szkoła nie kształci, tylko hoduje „ynteligencje”. Przykre, ale to prawda.), większy autorytet ma w kolegach ze starszej klasy niż jakimkolwiek nauczycielu. Po szkole przyjdzie do domu, coś tam na odczepkę się pouczy i w najlepszym(+/-) przypadku wyjdzie na dwór z kolegami,  lub zanurzy się w internecie i nie wiadomo co lub kto ma na niego wpływ. Jakie jest jego myślenie. Czy jest taki jakim chciałeś go wychować? Możliwe, że nawet w 50% nie znasz swojego dziecka. Kiedy sobie to uświadamiasz, najczęściej brak czasu „wynagradzasz” mu jakimś prezentem czy po prostu rzucisz „dyszkę” częściej.

I chcę, żebyś zadał sobie jedno, ale to bardzo ważne pytanie: jaką wartość ma to wszystko w Twoim życiu?

Czy naprawdę warto jest tyrać te kilka- naście/- dziesiąt  godzin miesięcznie za te parę stówek więcej? Nawet parę tysięcy – 2, 5, 15, 20? Warto? Naprawdę…? To jest ten nasz wielce „cywilizowany” i „nowoczesny” świat? Ważniejsze jest nowe auto czy komórka czy jakikolwiek inny bzdet, który i tak prędzej czy później trafi szlag? Ważniejsze od Twojego dziecka, które czuje się osamotnione, zagubione w tym natłoku świata i samo najczęściej błądzi? Ok. Nie masz dzieci, rozumiem. A rodzice? Dziadkowie? Wujek, ciotka, kuzyni, przyjaciele? Relacje budowane na prawdzie, pomocy, zaufaniu i miłości – to są wartości, które nie mijają.

„…bo jak śmierć potężna jest miłość,

a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol,

żar jej to żar ognia, płomień Pański”

Pnp 8,6

Wtedy żyjemy w zgodzie.Ok, może nie masz tego mercedesa, ale masz odwzajemnione uczucia- ludzi, którzy pomagają Ci się odnaleźć w tej psychozie, która się odbywa na tym świecie. Widzisz swoje dziecko uśmiechnięte i wiesz, że nawet gdyby coś się wydarzyło, ono przyjdzie do Ciebie, bo masz czas i Ci ufa. Wie, że chcesz dla niego dobrze i z perspektywy swoich kolegów i koleżanek widzi jak cenny ma dar. Coś, co nie przemija.

To jest trudne. W szczególności w dzisiejszych czasach, gdzie wszystko mamy od ręki, gotowe do użytku, zabawy etc., a nad tym co naprawdę wartościowe trzeba pracować – czasami miesiące lub lata miną, zanim człowiek coś zrozumie, czy zauważy. Ale Jezus powiedział: „po owocach ich poznacie”. Tyczy się to również tych wartości. Żądza pieniądza, czy władzy wprowadza w sercu zazdrość, egoizm i pychę. Próżność. Miłości i prawdziwego szczęścia nie kupisz za żadne skarby tego świata.

„1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.”

1 Kor 13

Jak wiele obrzydliwie bogatych osób jest na świecie, lub było, którzy mogli kupić wszystko czego zapragnęli, życie było łatwe i przyjemne, byli sławni a jednak, jak sami przyznają samotni i nieszczęśliwi. Pieniądz, ani żadna materialna rzecz nie była w stanie wypełnić tej „pustki” w sercu.

Bóg jest miłością. Prawda która przetrwała 2000 lat i trwać będzie wiecznie. Oczywiście teraz jesteśmy (jako społeczeństwo) zbyt inteligentni i rozwinięci, żeby w Boga wierzyć. Albo snujemy jakieś wyciągnięte z palca teorie, że chrześcijaństwo jest od początku prowadzone przez diabła, albo, że w ogóle to to nawet matematycznie nie ma sensu… Serio? Ta cała nowoczesność jest jedną wielką utopią w egoizmie i przegiętej pewności siebie.

Sytuacja w której stoisz w szambie po szyje i psikasz sobie od czasu do czasu odświeżaczem do powietrza prosto w nos, żeby przez chwilkę „zapachniało”.”Oh jejku ale jak ładnie pachnie:):):) i JA SAM sobie tak ładnie popsikałem”. Tak to widzę, i jeżeli to jest ta cała nowoczesność to ja serdecznie podziękuje. Mało tego, ta sytuacja staje się jeszcze bardziej absurdalna, gdy uświadamiamy sobie, że jest taki Ktoś, kto stoi w tym szambie z tobą człowieku i próbuje cię z tego syfu wyciągnąć. Ale ty zapatrzony w swoje psikadełko nie widzisz tego. Ewentualnie zgadzasz się od czasu do czasu żeby podniósł cię trochę wyżej żeby choć jeden oddech był z mniej intensywnym smrodem.

Jezus po to przyszedł, żeby nam pomagać. Nie przyszedł tylko do tych co żyli te 2000 lat temu ale przychodzi wciąż i będzie przychodził aż do skończenia świata. I chce nam pomagać w tych trudnościach jakie doświadczamy w życiu.

Zaufaj Bogu, nie lękaj się. Oddaj Mu swoje życie, i choć nie będzie łatwo, to chcącemu nie dzieje się krzywda, a Bóg kocha Ciebie i nie pozwoli na to, żeby coś co Cie przerasta Ciebie spotkało.

Piszę o tym, bo Bóg daje mi łaskę poznania prawdy, która mnie wyzwala i skutki tego wyzwolenia, są natychmiastowe. I pomyśleć, że człowiek tak inteligentny, „oświecony”, a jednak ślepy jak kura. Jak krowie na rowie jest wszystko zapisane i masa ludzi trąbi o tym. Ale masz człowieku wolną wolę, Ty musisz otworzyć drzwi, wyciągnąć rękę, żeby Bóg zaczął działać w Twoim życiu.

Króluj nam Chryste!

Reklamy